Piłka nożna

Zimowy paraliż na Bernabeu. Puste okienko transferowe i pożegnanie z Xabim Alonso w cieniu popisu młodzieży

Real Madryt ma za sobą wyjątkowo burzliwy styczeń, który wstrząsnął posadami klubu. Choć na boisku działo się wiele, w gabinetach dyrektorskich panowała zastanawiająca cisza. Hiszpański gigant zamknął zimowe okno transferowe bez ani jednego wzmocnienia, mimo że plaga kontuzji w formacji defensywnej oraz bolesne porażki wyraźnie obnażyły braki w głębi składu.

Bilans otwarcia roku jest dla „Królewskich” brutalny. 12 stycznia, bezpośrednio po przegranym finale Superpucharu Hiszpanii z Barceloną, z posadą trenera pożegnał się Xabi Alonso. Zastąpił go Alvaro Arbeloa, jednak efekt nowej miotły nie zadziałał. Już w debiucie nowy szkoleniowiec musiał przełknąć gorycz porażki w Pucharze Króla z Albacete – zespołem znajdującym się wówczas w strefie spadkowej drugiej ligi. Czarę goryczy przelała niedawna przegrana 2:4 z Benficą, która zepchnęła madrytczyków z czołowej ósemki Ligi Mistrzów do strefy barażowej, zmuszając zmęczony zespół do rozegrania dodatkowych spotkań.

Przebłysk nadziei na koniec rundy

Analizując obecny kryzys, warto jednak wrócić do momentu, w którym wydawało się, że drużyna pod wodzą Alonso wciąż ma potencjał, by walczyć o najwyższe cele. Było to ostatnie spotkanie pierwszej rundy przeciwko Realowi Betis – mecz, który odbył się jeszcze przed ostatecznym tąpnięciem formy i zmianą na ławce trenerskiej.

Sytuacja przed tym starciem była napięta. Sobotnia wygrana FC Barcelony sprawiła, że „Królewscy” tracili do lidera La Ligi już siedem punktów. Na kolejne potknięcie wicemistrzowie Hiszpanii nie mogli sobie pozwolić, a Xabi Alonso stał przed nie lada wyzwaniem. Uraz kolana wykluczył z gry Kyliana Mbappe, co zmusiło baska do postawienia w ataku na Gonzalo Garcię. 21-latek, który świetnie zaprezentował się wcześniej w Klubowych Mistrzostwach Świata, wciąż czekał na swoje debiutanckie trafienie w lidze.

Młody napastnik nie tylko udźwignął presję, ale stał się absolutnym bohaterem wieczoru, w końcu spełniając swoje marzenia. Real Madryt od pierwszego gwizdka uzyskał zdecydowaną przewagę, praktycznie nie dopuszczając gości pod bramkę strzeżoną przez Thibauta Courtois.

Koncertowa gra zmienników

Napór gospodarzy przyniósł efekt w 20. minucie. Rodrygo precyzyjnie dośrodkował z rzutu wolnego z lewej flanki, a przy dalszym słupku najlepiej ustawił się Garcia, otwierając wynik skutecznym uderzeniem głową. Prawdziwy popis skuteczności nastąpił jednak po zmianie stron. Drużyna Alonso potrzebowała zaledwie kwadransa, by rozstrzygnąć losy rywalizacji.

W 50. minucie Federico Valverde obsłużył Garcię podaniem z prawej strony, a ten, przyjmując piłkę w okolicy linii pola karnego, precyzyjnie przymierzył przy słupku. Zaledwie trzy minuty później było już 3:0. Tym razem Rodrygo dośrodkował z rzutu rożnego, a Raul Asencio – kolejny przedstawiciel młodego pokolenia – głową posłał piłkę w samo okienko bramki Alvaro Vallesa.

Goście z Sewilli mieli swoje momenty dopiero przy wysokim prowadzeniu gospodarzy. W 62. minucie Giovani Lo Celso obił słupek po stałym fragmencie gry, ale cztery minuty później Cucho Hernandez wykorzystał sytuację sam na sam, wymanewrował obronę i honorowo trafił do siatki. Betis uwierzył, że może jeszcze namieszać, a w 77. minucie Rodrigo Riquelme groźnym strzałem z dystansu ponownie sprawdził wytrzymałość słupka bramki Courtois.

Wszelkie wątpliwości rozwiał jednak finisz w wykonaniu młodzieży. W 83. minucie Arda Guler obsłużył podaniem Gonzalo Garcię, który z piątego metra skompletował efektownego hat-tricka, ustalając wynik spotkania.

Strategia czy zaniechanie?

Tamten wieczór pokazał, że w kadrze drzemie potencjał, jednak zarząd klubu uznał go za wystarczający, by nie dokonywać żadnych ruchów transferowych w zimie. Jedyną zmianą w kadrze było tymczasowe odejście Endricka do Lyonu. Władze klubu zablokowały nawet potencjalne wypożyczenie Frana Garcii do Bournemouth, mimo niestabilnej sytuacji wewnątrz drużyny.

Stanowisko klubu jest jasne: rynek zimowy jest zbyt napompowany, a dostępne opcje zbyt kosztowne. Ostatnim dużym transferem przeprowadzonym przez Real w tym okresie pozostaje sprowadzenie Brahima Diaza z Manchesteru City w 2019 roku. Kierownictwo na Bernabeu wciąż wierzy, że obecna kadra jest na tyle kompletna, by walczyć o La Ligę i Ligę Mistrzów. Patrząc jednak na ostatnie wyniki pod wodzą Arbeloi i rosnącą liczbę minut w nogach kluczowych graczy, decyzja o braku inwestycji może okazać się kluczowym błędem tego sezonu.